23/01/2025
Koszalińska Opowieść Wigilijna wg K. Dickensa (premiera 2015-12-19)
miejsce: Teatr Propozycji DIALOG (Domek Kata) w Koszalinie
Wykonanie: Teatr Rodzinny
reżyseria: Marzena Wysmyk
#
Dawno, dawno temu, gdzieś na wielkiej wyspie żyli sobie biedni, ale szczęśliwi ludzie. Tylko jeden nie był szczęśliwy, chociaż był bogaty.
Tak zaczynają się baśnie, które kończą się szczęśliwie dla ludzi ubogich, ale dobrych, a niedobrze dla bogatych, ale skąpych.
Taką baśnią jest na pewno słynne opowiadanie Karola Dickensa pt. "Opowieść wigilijna" (tyt. oryg. A Christmas Carol) nawiązujące do Wigilii Bożego Narodzenia, w którym widzimy przemianę Ebenezera, samotnika i skąpca zachodzącą w czasie nocy wigilijnej, kiedy ukazuje mu się duch Jakuba - jego zmarłego wspólnika w interesach, cierpiącego z powodu win, które wykuł sobie za życia.
Jakub chce pomóc przyjacielowi, aby go nie spotkał taki sam los. Przy pomocy duchów pokazuje mu jego przeszłość, teraźniejszość i przyszłość. Przerażony wizją samotnej śmierci , Ebenezer pojmuje bezsens życia wypełnionego złotymi monetami i majątkiem, ale bez przyjaciół.
Pod wpływem trzech spotkań z duchami , w czasie jednej nocy, skąpiec zmienia się w szczodrego i serdecznego darczyńcę , podwyższa pensje swoim pracownikom, staje się empatyczny i wyrozumiały dla ludzi, którzy mu wybaczają jego winy. A potem wszyscy żyją długo i szczęśliwie, jak w bajce.
Niejako przez przypadek, dzięki telefonicznemu zaproszeniu Romana Dopieralskiego - jednemu z aktorów Teatru Rodzinnego w Koszalinie, zjawiłem się wieczorem 19. grudnia 2015 w średniowiecznym Domku Kata, w którym od kilkudziesięciu lat funkcjonuje Teatr Propozycji DIALOG.
Mam miłe wspomnienia związane z tym miejscem, bo przed laty występowałem tutaj ze swoimi monodramami: "Rzecz o miłości" wg C.K.Norwida, "Tańcem Kogutów" wg S. Broszkiewicza i "Jak zrobić karierę" wg Parkinsona.
Przywitała mnie Marzena Wysmyk, ale jak się okazało, przyszedłem trochę za wcześnie, więc wyszedłem na mały spacer po okolicy. Wieczór stawał się coraz ciemniejszy, po głównej ulicy Koszalina śmigały auta pełne zakupów, a w światłach latarń pojawiła się lekka mgła.
Przedstawienie zaczęło się prawie punktualnie. Sala wypełniona była po brzegi. Udało mi się znaleźć wolne miejsce za pianinem, zza którego widziałem scenę wypełnioną czernią ze stojącym wieszakiem na płaszcze i parasole i białym materiałem na deskach. Zanim cokolwiek się zaczęło, ktoś zza kotary pstryknął światłem lampy błyskowej w kierunku widowni i szybko się schował.
Wyszła p. Marzena Wysmyk i w czasie kilkunastu sekund powitała gości, zapowiedziała przedstawienie wg Dickensa pt. "Opowieść wigilijna" w wykonaniu Teatru Rodzinnego i ... zeszła ze sceny.
I wtedy się zaczęło.
Nie będę opowiadał treści, bo zrobiłem to wyżej, ale to, co zobaczyłem przeszło moje oczekiwania. Znałem to opowiadanie jeszcze z dzieciństwa. Było tak fascynujące, że czytałem je pod pierzyną przyświecając sobie latarką i wstrzymując wielokrotnie oddech, aby nikt nie usłyszał, jak bardzo przeżywam spotkania z duchami.
Ostatni raz spotkałem się ze słynnym skąpcem ponad 20 lat temu, kiedy w Teatrze Telewizji zagrał go Władysław Kowalski w towarzystwie Jana Peszka, Wiktora Zborowskiego, Jana Kociniaka i innych. Było to nudne i rozwlekle przedstawienie, ale nie było w tym winy aktorów, raczej reżysera, którego nazwiska nie będę wymieniał, bo to jeden z moich znajomych.
Przedstawienie w wykonaniu amatorów, w reżyserii Marzeny Wysmyk, absolwentki krakowsko-wrocławskiej PWST, mimo pewnych niedoskonałości wykonawczych aktorów, było przeniesione na scenę z dużym wyczuciem estetycznym i umiejętnym zastosowaniem prostych urządzeń medialnych. Były dymy tworzące mgłę i duchy nawracające bogatego skąpca na nową dobrą drogę doczesnego życia. Było światło kierunkowe tworzące niesamowite kontry i światłocienie, były wszystkie kolory świateł, była czarodziejska kula, była muzyka Freddiego Mercury'ego.
Była wreszcie jedna z najpiękniejszych kolęd polskich do słów Franciszka Karpińskiego "Bóg się rodzi", któremu towarzyszyło polskie dzielenie się opłatkiem.
Zręcznie zbudowana i wyreżyserowana akcja w dynamicznym tempie, wielokrotnie zrytmizowana chórem duchów. To wszystko sprawiło, że znalazłem się niejako w środku tych wydarzeń i zacząłem widzieć siebie z dawnych lat, dzisiaj i w przyszłości. Stałem sie niemym uczestnikiem tego spektaklu. Niemym , ale tylko werbalnie, bo moje ciało i dusza poddały się rachunkowi sumienia.
Czy tylko mnie to spotkało?
Po spektaklu wyszedłem z Domku Kata na ulicę. Mgły nie było, ulice puste, tylko co jakiś czas przez główną ulicę Koszalina mijał mnie oślepiając światłami jakiś wypasiony Sport Utility Vehicle, jakby przypominając mi, że jestem nieustannie fotografowany.
A jednak tylko ten jeden błysk, przed przedstawieniem, stworzył prawdziwą fotografię życia mojego, moich znajomych i nieznajomych.
Dziękuję Pani Marzeno, Dziękuję za ten spektakl całemu zespołowi Teatru Rodzinnego. Życzę radosnych świąt Bożego Narodzenia i udanych teatrów w 2016 roku.
Władysław Andrzej Pitak